Internetowy Serwis Bankowości Spółdzielczej

Unia bankowa z trudem zdała pierwszy egzamin

Unia bankowa z trudem zdała pierwszy egzamin
Jacek Ramotowski - Dziennikarz zajmujący się rynkami finansowymi, zwłaszcza systemem bankowym.
 
Trzy lata od powstania unia bankowa, wciąż niedokończona, przeszła pierwszy ważny test. Jego wyniki nie są jednoznaczne i pokazują wiele słabości tej konstrukcji. Również to, że w aktualnych warunkach niełatwo ją będzie poprawić.
 
Uchwalona w 2014 roku dyrektywa BRRD przewidywała przyspieszoną i jednolitą dla banków w Unii procedurę uporządkowanej upadłości (resolution) oraz mechanizm bail-in polegający na tym, że na kapitał upadającego banku konwertowane są jego zobowiązania dłużne, żeby nie musiał ratować go rząd pieniędzmi podatników.
 
Powołany został też działający od 2015 roku urząd europejskiego likwidatora banków, Single Resolution Board (SRB), który miał prowadzić te procesy. SRB przystąpiła do akcji po raz pierwszy w czerwcu tego roku i zdała egzamin na piątkę z wykrzyknikiem. Przypomnijmy, że o wszczęciu procedury resolution decyduje nadzór bankowy – w strefie euro Single Supervisory Mechanism (SSM) przy Europejskim Banku Centralnym – który na instytucję wydaje wyrok: jest niewypłacalna lub bliska upadłości (failing or likely to fail).
 
Do wejścia w życie BRRD przeprowadzono resolution w kilku krajach Unii na podstawie lokalnego prawa, np. przy upadłości banku Hypo Alpe Adria w Austrii. Największą jak dotąd poddaną resolution instytucją finansową w Unii był Banco Espirito Santo w Portugalii.
 
Jedna udana resolution nie znaczy wcale, że europejski mechanizm działa. A inne ostatnie wydarzenia pokazują, że w wielu przypadkach jest wciąż bezsilny – pisze Thorsten Beck w VoxEU.
 
Jak upadał Banco Popular
 
Historia upadku hiszpańskiej grupy Banco Popular jest pouczająca, bowiem splatają się w niej próby nieudanej „ucieczki do przodu” oraz ekspansji budowanej na słabych fundamentach kapitałowych, rozpaczliwego poszukiwania kapitału w kieszeniach oszukanych klientów, a w końcu także fałszowania ksiąg i sprawozdań finansowych.
 
Ale dostarcza też wielu argumentów w dyskusji na temat przejrzystości instytucji finansowych, jak również procesu nadzoru. Bo pierwotnie zdiagnozowana choroba banku polegała na niedoborach kapitałowych. Ostatecznie jednak zabiła go utrata płynności.
 
Banco Popular założony został w 1926 roku, a trzy lata później wszedł na giełdę w Madrycie. Ja wiele innych hiszpańskich instytucji miał ogromny portfel kredytów na nieruchomości udzielonych w czasie boomu z początku tego stulecia. Złych kredytów. „Ucieczką do przodu” miała być digitalizacja, kredyty konsumenckie i karty kredytowe. W 2014 roku przejął hiszpańskie operacje detaliczne Citi, a następnie Barclaysa na całym Półwyspie Iberyjskim.
 
Przeprowadzone w 2016 roku stres-testy europejskich banków ujawniły, że gdyby w Europie nastąpiła dwuletnia recesja, kapitał Banco Popular do 2018 roku zmniejszyłby się z 13,1 proc. do 7 proc. aktywów ważonych ryzykiem. Na jaw wyszła zła jakość kredytów na nieruchomości.
 
Zanim wyniki stres testów zostały ujawnione, w czerwcu 2016 roku bank podniósł kapitał o 2,6 mld euro. Było to zaskakujące w czasach, gdy większość banków na kapitały przeznacza bieżące zyski, gdyż mają zbyt niską rentowność, by mogły pozyskać je z rynku. Emisja nowych akcji skończyła się niespodziewaną 36-proc. nadsubskrypcją.
 
W ogłoszonym w lutym raporcie rocznym bank ujawnił stratę netto w wysokości 3,5 mld euro spowodowaną odpisami na portfel złych kredytów. Cały portfel kredytów na nieruchomości banku miał wartość 4,7 mld euro. Wkrótce po tym nowym przewodniczącym rady został Emilio Sarach. Bank miał przedstawić strategię restrukturyzacyjną zakładającą m.in. sprzedaż portfela o wartości 628 mln euro.
 
Na koniec I kwartału 2017 r. Banco Popular zatrudniał 10,6 tys. osób, miał 4,6 mln klientów i ponad 1,6 tys. oddziałów. Prowadził operacje w kilku krajach Europy (miał m.in. spółkę zależną w Portugalii), w Azji i Ameryce Łacińskiej. Z aktywami 147,1 mld euro był piątą instytucją w Hiszpanii.
 
Modelowa resolution
 
Nadzór SSM uznał 6 czerwca, że Banco Popular jest „upadły lub bliski upadłości”. Uzasadnieniem tej decyzji nie były jednak niedostatki kapitałowe, ale zagrożenie utratą płynności – że instytucja ta „w niedalekiej przyszłości (…) nie będzie mogła spłacić długów lub innych zobowiązań w momencie zapadalności”.
 
Bieg zdarzeń zmierzających ku upadłości przyspieszył po 3 kwietnia, kiedy to ogłoszono, że audyt wewnętrzny ujawnił, iż bank utworzył zbyt małe rezerwy na złe kredyty w wysokości 600 mln euro. Co więcej, w ofercie publicznej w 2016 roku udzielał klientom nieoprocentowanych kredytów na zakup jego akcji. Stąd tajemnica nadsubskrypcji. Prezes Pedro Larena został zwolniony.
 
Ujawnienie nadużyć dobiło bank znacznie szybciej niż ciągnące się latami problemy z adekwatnością kapitałową i zamiatane pod dywan złe kredyty. Zaczął się odpływ depozytów, a wycofywały je także miedzy innymi władze lokalne. Ponadto w maju zaraportował 137 mln euro straty za I kwartał. W ostatniej chwili szukał płynności w EBC, chciał pożyczyć 1,6 mld euro, jednak – według informacji prasowych – nie potrafił przedstawić wymaganych zabezpieczeń
 
Decyzja podjęta została w ostatnim momencie. W środę, 7 czerwca rano Hiszpanie, którzy otworzyli gazety, dowiedzieli się, że bank nie otworzy tego dnia oddziałów, bo nie ma gotówki. Później potwierdziła te informacje poniekąd szefowa SRB Elke Koenig, mówiąc, że Rada podjęła decyzję o resolution o godzinie 6.30, gdyż sytuacja nie cierpiała zwłoki. Banco Popular już nie było, a jego zobowiązania przejął Santander.
 
Santander przejął wszystkie akcje i instrumenty kapitałowe za jedno euro. Równocześnie na podstawie wyceny aktywów i pasywów umorzone zostały dodatkowe instrumenty Tier 1 i skonwertowane na kapitał instrumenty Tier 2. Wartość banku oszacowano w przedziale minus 8,2 – minus 2 mld euro. W sprawie wyceny – podobnie jak było w przypadku wszystkich dotychczasowych resolution – cztery fundusze inwestycyjne, które miały w portfelach dług banku, już złożyły pozew.
 
Komisja Europejska zatwierdziła decyzję SRB jeszcze tego samego dnia, stwierdzając, że dokonany wybór ścieżki upadłościowej był niezbędny ze względu na interes publiczny. Santander przeprowadził natomiast w lipcu udaną emisję akcji z prawem poboru o wartości 7,1 mld euro. Dyskonto dla obejmujących emisję wyniosło jednak 17,75 proc. wobec rynkowego kursu odniesienia. Hiszpański gigant podał, że emisja będzie neutralna dla jego współczynników kapitałowych, co oznacza, że przeznaczona jest na pokrycie strat i rekapitalizację przejmowanego banku. Popyt na akcje Santandera przekroczył 58 mld euro.
 
Mogą być sami przegrani
 
Pierwsza europejska, modelowa resolution zakończyła się sukcesem. „Sprawa Banco Popular wykazała, że SSM i SRM mogą działać dobrze – szybka interwencja, szybka resolution, nie sięgnięto po pieniądze podatników. Jedno-zero dla unii bankowej” – napisał Thorsten Beck.
 
Ale europejski mechanizm nie działa już w satysfakcjonujący sposób, gdy z poziomu Unii przeniesiony zostanie na poziom krajowy, o czy świadczą działania włoskiego rządu wobec tamtejszych banków. Dodajmy jednak – nie ma tam instytucji wystarczająco silnej, żeby mogła sobie pozwolić na podobne jak w Hiszpanii przejęcie, nie ryzykując kłopotów. W słabym włoskim sektorze bankowym brak pomocy publicznej oznaczałby pogłębienie problemów innych instytucji. A z drugiej strony ich ratowanie może być nie do udźwignięcia dla zadłużonego państwa. Powtarza się więc mechanizm z czasów kryzysu.
 
Dlatego też nawet wprowadzenie resolution w pewnych warunkach, takich jak np. we Włoszech, nie pozwala przerwać toksycznego połączenia pomiędzy bankami a rządami. „Sprawa włoskich banków wykazała, że ​​naiwne jest myślenie, iż pieniądze podatników nigdy nie będą wykorzystywane – istnieją sytuacje, gdy jest to konieczne. W tym konkretnym przypadku należało to zrobić znacznie wcześniej. Nie ma tu zwycięzców, są tylko przegrani: banki, ich akcjonariusze i obligatariusze, rząd włoski i unia bankowa” – pisze Thorsten Beck.
 
Na przełomie roku rząd włoski zdecydował o dokapitalizowaniu (już trzecim z rzędu) trzeciego największego w tym kraju Banku Monte dei Paschi di Siena (BMPS). Wykorzystano zapis BRRD pozwalający na zastosowanie „rekapitalizacji zapobiegawczej” (precautionary recapitalisation), gdy bank jeszcze jest wypłacalny, ale na przykład spodziewane w przyszłości zdarzenia mogłyby go doprowadzić do bankructwa. Precautionary recapitalisation może nastąpić z pieniędzy publicznych.
 
Przypomnijmy, że stres testy z 2016 roku wykazały, iż kapitał banku skurczyłby się aż o 1451 pb i osiągnąłby w 2018 roku minus 2,44 proc. w warunkach skrajnych. Resolution i bail-in nie zostały wprowadzone głównie dlatego, że inwestorzy indywidualni byli posiadaczami długu podporządkowanego banku. W uporządkowanej upadłości dług ten powinien zostać umorzony.
 
Komisja Europejska ostatecznie zezwoliła na rekapitalizację BMPS 4 lipca. Plan restrukturyzacji banku obejmuje podwyższenie kapitału o 3,9 mld euro z pieniędzy publicznych. Kwota ta wynika ze strat na sprzedaży złych kredytów o wartości brutto 26,1 mld euro. Akcjonariusze i posiadacze obligacji mają podwyższyć kapitał o 4,3 mld euro. Obligacje podporządkowane mają być zamienione na akcje, a następnie na dług uprzywilejowany. Do 2021 roku ma zostać zamknięte 600 oddziałów z obecnych 2 tys., a 5,5 tys. pracowników, czyli 22 proc., straci zatrudnienie.
 
Nie można wykluczyć kolejnych bail-outów
 
Problemy włoskich banków, przytłoczonych górą złych kredytów (na koniec 2015 roku ich wartość brutto przekroczyła 200 mld euro) nie kończą się. 23 czerwca EBC orzekł, że niewielkie Veneto Banca i Banca Popolare di Vicenza są „niewypłacalne lub bliskie upadłości”, ponieważ od dawna naruszają wymogi kapitałowe i nie były w stanie przedstawić wiarygodnych planów kapitałowych i biznesowych.
 
Niedobry kapitałowe w Veneto Banca zostały zidentyfikowane już w stres testach w 2014 roku. W 2016 roku włoski fundusz restrukturyzacji złych kredytów Atlante zainwestował w oba banki ok. 3,5 mld euro, a pomimo to ich sytuacja dalej się pogarszała.
 
SRB uznała jednak, że Veneto Banca i Banca Popolare di Vicenza nie będą poddane resolution, gdyż w ich przypadku umorzenie lub konwersja instrumentów kapitałowych byłaby nieefektywna. Banki te są małe, nie pełnią funkcji systemowych, ich upadłość nie miałaby wpływu na stabilność finansową, a więc nie zachodzi konieczność podjęcia resolution w interesie publicznym.
 
Za restrukturyzację obu banków zapłacą więc – znowu – włoscy podatnicy sporą kwotę, bo ponad 17 mld euro. Największa włoska instytucja kredytowa Intesa Sanpaolo przejęła dobre aktywa obu banków za symboliczne euro, lecz otrzymała dotację publiczną w wysokości 5,2 mld euro. Złe aktywa banków zostały przeniesione do złego banku, który ma zostać zlikwidowany przy wsparciu państwa w wysokości 12 mld euro.
 
Thorsten Beck pisze, że rząd włoski nie chciał, aby Veneto Banca i Banca Popolare di Vicenza poddane zostały europejskiej resolution, gdyż wywłaszczenie ich obligatariuszy, a było to 11,8 mld euro po z gwarancjami rządu, spowodowałoby zapaść gospodarczą w regionach ich działania.
 
To postępowanie z kolei wzbudziło silną krytykę w Niemczech i może być argumentem przeciw pogłębianiu unii bankowej. A do jej dopełnienia brakuje ogólnoeuropejskiego funduszu gwarancji depozytów. Tymczasem właśnie, żeby uniknąć kontrowersyjnych narodowych rozwiązań, a także narodowych kosztów, dokończenie unii bankowej jest konieczne.
 
Thorsten Beck uważa, że niestety bail-outy będą być może także w przyszłości konieczne, a sztywne stanowisko, że nigdy ich już nie będzie, które legło u podstaw unii bankowej, nie jest możliwe do utrzymania. Zwłaszcza jeśli chodzi o sytuacje, w których trzeba „wyczyścić” wszystkie zaszłości, jak w przypadku złych kredytów we Włoszech.
 
Przed wprowadzeniem nowych regulacji nie posprzątano i dlatego jesteśmy świadkami sytuacji, których inne państwa Unii nie są skłonne akceptować.
 
Ale to z kolei nie może być argumentem, żeby unii bankowej nie pogłębiać i nie dokańczać. Bo dokończenie jej jest warunkiem przeniesienia decyzji na poziom europejski, a wtedy rozwiązania byłyby spójne dla wszystkich.